Felieton - Trump wrócił. Lekcja poglądowa
Cztery
lata temu cieszyliśmy się, że za oceanem pogoniono Trumpa… Wrócił.
Rok
temu cieszyliśmy się, że w Polsce pogoniliśmy PiS…
Po tegorocznym sukcesie
Donalda Trumpa załamaliśmy ręce. To wprawdzie sprawa, na którą absolutnie nie
mamy wpływu, ale zdajemy sobie przecież sprawę z wagi wydarzenia w kontekście
polityki międzynarodowej, zwłaszcza w obliczu zapowiedzi prezydenta elekta „zakończenia
wojny w Ukrainie w jeden dzień”. Niepokoi nas również dalszy los NATO w
Europie, a co za tym idzie – los naszego bezpieczeństwa.
Jednak są to niepokoje retoryczne,
jako że tu, na starym kontynencie nie mamy cienia wpływu na decyzje Amerykańskiej
Pomarańczy.
Możemy jednak z tego
zdarzenia czerpać naukę. Pamiętamy bowiem, że po pierwszych dniach radości po
wyborze Joe Bidena, społeczeństwo przystąpiło do krytyki jego działań, postawy,
niektórych decyzji.
Pierwszym zgrzytem na
linii prezydent – Demokraci było wycofanie się Stanów z Afganistanu. Był to
pierwszy poważny kryzys zaufania do Joe Bidena i jego administracji. Zaczęły
się dywagacje na temat celowości działań prezydenta.
Jednym z poważniejszych problemów
był kryzys migracyjny na południowej granicy USA. „Liczba migrantów lawinowo
rośnie, przestarzały i niedofinansowany system nie działa, a przepisy azylowe
są nadużywane” – grzmieli Republikanie a Demokraci i wolne media tym grzmotom wtórowali.
Pragnące jedności
środowiska demokratycznych wyborców żądały natychmiastowej realizacji obietnicy
pogodzenia spolaryzowanego społeczeństwa.
Administracja Bidena
stawiała przede wszystkim na politykę opartą na wartościach liberalnej
demokracji, kontrolę zbrojeń i prawa człowieka. Ale według społeczeństwa –
także po stronie Demokratów – krytykowano go za propozycje reform gospodarczych
i społecznych, zbyt małą troskę o zasobność portfela statystycznego obywatela,
ciągle daleką od doskonałości opiekę zdrowotną itd.
A co na to Trump?
Powiedział ludziom, że błyskawicznie rozprawi się
z migrantami na południowej granicy, że żaden liberalizm czy demokratyczne
fanaberie, ale kasa prosto do portfela, tańsze zakupy w marketach. Obiecał
zakończyć wojnę w Ukrainie, a co za tym idzie – pomoc dla tego kraju, co
przełoży się na tenże portfel.
Ludzie rozumieją to
dosłownie, spodziewając się natychmiastowej poprawy jakości życia. Przykładem
niech będzie obietnica z kampanii sprzed ośmiu lat. Trump powiedział wówczas,
że spłaci długi Ameryki. Wielu geniuszy zrozumiało, że może nakupować na swoje
karty kredytowe różności, łącznie z drogimi wozami. Oczekiwali spłaty tych kart
na dzień po zaprzysiężeniu prezydenta. Swoją drogą, ciekawe czy ci sami ludzie
głosowali na niego także
w tej kampanii?
Zamiast Joe Bidena w
szranki z Trumpem wstąpiła Kamala Harris. Nie wygrała. Bo jest kobietą i do
tego – nie jest biała. A dla stanów południowych, dla zapyziałych miasteczek amerykańskiej
prowincji i dla niedouczonych zaściankowców to już było zbyt wiele. Ale przede
wszystkim nie wygrała dlatego, że reprezentowała dotychczasową administrację.
Mechanizm jest prosty.
I ten sam mechanizm może
zadziałać także u nas. Już po miesiącu sprawowania rządów przez Koalicję 15
Października usłyszeliśmy zarzuty, że nie spełniono obiecanych „100 konkretów”.
Zaraz potem rozległy się słowa krytyki wobec sposobu przejęcia TVP. Jeszcze niedawno
redaktor Beata Lubecka na Igrzyskach Wolności w Łodzi aż zatrzęsła się z
oburzenia na wspomnienie o wyłączonym sygnale.
To, że zwykli ludzie,
obywatele nie mający na co dzień związku z polityką, są czasami niecierpliwi,
że chcieliby szybszych i bardziej znaczących zmian, to mogę zrozumieć. Ale nie
pojmuję osób, które z racji wykonywanego zawodu – dziennikarzy, komentatorów,
ekspertów – powinny znać mechanizmy rządzące światem polityki. Powinniśmy
bowiem mieć świadomość, że zmiana, która nastąpiła 15 października 2023 roku
nie była zwykłą zmianą jednej strony politycznej sceny na drugą. To były wybory
pomiędzy demokratycznym systemem wartości a systemem autorytarnym. Pomiędzy członkostwem
w strukturach Unii Europejskiej a wyjściem z nich wprost w strefę wpływów putinowskiej
Rosji. Między światem praw człowieka a światem, w którym człowiek liczy się
tylko wówczas, gdy spełnia oczekiwania rządzących.
Oczywiście, rolą
dziennikarza jest wykazywanie nieprawidłowości wszędzie tam, gdzie one są. Nie
możemy być, jak powiedziała redaktor Karolina Lewicka – piarowcami rządu. Ale również
nie możemy być bezrefleksyjnymi hejterami.
Rola dziennikarzy może
być dla losu państwa i społeczeństwa kluczowa. Nie rozsiadajmy się więc w
naszych komentatorskich fotelach w poczuciu bezpieczeństwa i komfortu. Bo
czasem jedno nieprzemyślane słowo może wywołać społeczną lawinę, za którą już
nawet nie będziemy mieli szansy wziąć odpowiedzialności.
Komentarze
Prześlij komentarz