Na rogu Raka i Dalszego Życia - odc. 11
Poniedziałek rano. Wczoraj już nic nie jadłam od śniadania. Nie dostałam też Głupiego Jasia. Jedziemy na blok w nadziei, że tym razem ciśnienie będzie zachowywać się przyzwoicie. Żartujemy w windzie z pielęgniarkami. Dzisiaj pora na doktora, nie uciekamy panu profesorowi ze stołu. A gdzieżbym tam śmiała. Operować ma mnie sam profesor Krzysztof Szyłło. Sława, jestem w najlepszych rękach. Leżę sobie podpięta pod różne urządzenia, widzę nad sobą uśmiechnięte oczy młodziutkiej pielęgniarki. Panie doktorze, ciśnienie znowu rośnie. No żesz... Co jest, do jasnej cholery?! Przecież jestem spokojna, wyluzowana, nie boję się nic a nic, a tu znowu... Nie jest tak źle, jak ostatnio. Kontynuujemy. To anestezjolog, którego, nie widzę, nie znam osobiście, ale kocham czule. Dzisiaj podwójnie. Za to „kontynuujemy”. Teraz pani sobie pomyśli o czymś miłym. Najlepiej o tym, żeby wyjęli ze mnie już tego gada. Potem przez chwi...