Posty

Wyświetlam posty z etykietą stan wojenny

Felieton - Nie wylewam łez nad stanem wojennym

Obraz
  Urodziłam się 16 lat po wojnie. I wydawała mi się odległa niczym czasy faraonów XIX dynastii.   Kiedy nastał stan wojenny, miałam 20 lat. Dla dzisiejszych dwudziestolatków to wydarzenie odległe o dwie dekady. Czyli – faraon. Dlatego nie dziwi mnie to, że dla młodych ludzi wydarzenia z 1981 roku i czasy obecne, to dwa różne tematy. Ale nam, którzy pamiętają dokładnie tamte lata i świadomie uczestniczą w życiu świata współczesnego, nasuwają się pewne, dość ponure refleksje. Stan wojenny, jak byśmy go nie definiowali czy oceniali politycznie, był niewątpliwie ohydnym doświadczeniem. Godzina milicyjna, czołgi i opancerzone wozy na ulicach, przepustki niezbędne do   przekroczenia wojewódzkich granic, kontrole dokumentów na każdym kroku… Moja mama miała przepustkę na przejazd z Łodzi do Piotrkowa (wówczas były to dwa odrębne województwa), ponieważ jej ojciec był poważnie chory i zależało jej na możliwości odwiedzania go w miarę regularnie. Kiedy wracała do Łodzi, ż...