Z ostatniej chwili - Analiza warsztatowo-merytoryczna Wiadomości TVP z 21 sierpnia 2019 - NIE MA ZGODY NA INTERNETOWĄ NIENAWIŚĆ


Jeśli uważasz, że wolne media są potrzebne
 - wesprzyj naszą działalność


 Polska żyje doniesieniami o działaniach pani Emilii Szmydt. Wszak rzecz dotyczy niewiarygodnej wprost aktywności wysokich urzędników państwowych, pracujących dla szczególnie wrażliwego resortu, jakim jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Jak się dowiedzieliśmy, aktywność ta polegała na oczernianiu sędziów, tzw. niepokornych, w mediach i w szeroko rozumianej przestrzeni publicznej. Media światowe rozgrzały się do czerwoności. Associated Press, agencja Reutera, niemiecki MDR, holenderski RTL, szwedzki "Dagens Nyheter", “The New York Times" i "Washington Post". "Financial Times”, Bloomberg. Cała Europa, Stany Zjednoczone, ba! nawet Chiny nie pozostały obojętne wobec tych informacji, odnotowując zdarzenie w swoich serwisach i jednoznacznie je oceniając jako zdumiewające i skandaliczne.
Także Wiadomości TVP podjęły temat. Po dziesięciu minutach i pięćdziesięciu pięciu sekundach trwania programu. Dla wydawcy znacznie istotniejsza była radosna wieść o tym, że Polakom żyje się nieporównanie lepiej teraz niż za czasów rządów koalicji PO-PSL, oraz o rekordowej liczbie turystów, zwiedzających w tym roku wakacyjną Polskę. Nie zabrakło też informacji o zarzutach wobec  posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy i jego ojca, Ryszarda, prezydenta Inowrocławia.
Kiedy przyszedł czas na niechciany temat, którego jednak nie sposób było całkiem pominąć, Michał Adamczyk w studyjnej zapowiedzi zaczyna od informacji, że zjednoczona prawica ogłasza „zero tolerancji dla internetowego hejtu”. Dlatego resort sprawiedliwości „rozstaje się” z sędzią Jakubem Iwańcem po doniesieniach „jednego z portali internetowych”. Zupełnie, jakby słowo ONET nie chciało przejść Adamczykowi przez gardło. Portal ten „zarzucił” kontakty Iwańca z internetową hejterką, powiada prowadzący. Tymczasem Onet nie zarzucił, tylko udowodnił, upubliczniając materiały w mediach. Materiały, których prawdziwość potwierdza sama zainteresowana – Emilia Szmydt, zwana w doniesieniach po prostu „panią Emilią”.
            Autor materiału, Maksymilian  Maszenda uzupełnia informację i w pierwszych słowach offu informuje, że to ONET jest autorem doniesienia. Ale na wstępie nie pada tu nazwisko najpoważniejszego zamieszanego w aferę  - wiceministra Łukasza Piebiaka. Jest mowa wyłącznie o Jakubie Iwańcu.
            Pojawia się wypowiedź Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego – Zbigniewa Ziobro, który zapewnia, że nie będzie tolerował tego rodzaju zachowań. Co ciekawe, zrobił to wyłącznie przed kamerami TVP.
           Po jego wypowiedzi Maksymilian Maszenda dokonuje  koronkowej wręcz manipulacji. Otóż, setkę Ziobry kończy słowami: „jeśli pojawią się w przyszłości  osoby, które byłyby  zamieszane w ten proceder, niezależnie, z której będą strony, będę działał równie stanowczo”. Już wiemy, że minister stosuje metodę sugerowania, że „tamci też nie lepsi”. Natychmiast po tym pojawia się w kadrze Łukasz Piebiak, wiceminister, a z offu słyszymy: „sędzia Łukasz Piebiak, który wczoraj złożył rezygnację to wieloletni członek stowarzyszenia sędziów Iustitia.” Co od razu sytuuje „Iustitię” w gronie potencjalnych winnych medialnego hejtu. Na zasadzie prostych skojarzeń. O tym, że był to człowiek Ziobry – ani słowa. Tymczasem, w lipcu 2017 zarząd stowarzyszenia Iusitia wniósł o wykluczenie Łukasza Piebiaka ze stowarzyszenia, uzasadniając swoją decyzję jego działaniami i wypowiedziami wspierającymi uchwalenie ustawy z dnia 12 lipca 2017 roku o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, jako sprzecznych z podstawowymi celami „Iustitii”, którymi są umacnianie niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W konsekwencji  we wrześniu 2017 warszawski oddział „Iustitii” usunął go ze swojego grona. Ale o tym Maksymilian Maszenda zapomniał widzów poinformować.
            Zaraz potem pojawia się w materiale wypowiedź Miłosza Manasterskiego, publicysty związanego z Agencją Informacyjną, który mówi o wewnętrznych rozgrywkach dziejących wewnątrz prawniczego, a ściślej – sędziowskiego środowiska. Warto ten moment odnotować, jako że ten przekaz pojawił się wówczas w mediach po raz pierwszy i zaczął być skrzętnie wykorzystywany przez polityków strony rządowej.
            Wciąż nie dowiadujemy się, o co tak naprawdę chodzi. Nie widzimy w kadrze żadnych postów, które są wszak najważniejsze w całej tej sprawie, autor nie przytacza ani jednego zdania z hejterskiej korespondencji pomiędzy Emilią Szmydt a Łukaszem Piebiakiem i innymi sędziami związanymi z ministerstwem czy KRS. Na przykład takie:





Za to widzimy obrazek, na którym pojawiają się palce na klawiaturze laptopa i fragment monitora z tekstem. A tam???!!! Niespodzianka – coś o izraelskim ministrze, coś o energii atomowej Ali Akbar Salehiego... Byle dalej od tekstów ujawnionych przez ONET.
Pojawia się infografika z listem Tomasza Szmydta, nazywanego przez Maszendę jedynie „mężem pani Emilii”. Czyżby ogarnął autora strach przez RODO, które ma moc wstrzymywania prawomocnych wyroków? Proszę się nie obawiać, to nazwisko jest powszechnie znane i należy do osoby publicznej, jaką jest  szef Wydziału Prawnego KRS.  List jest ohydny w swoim wydźwięku, ale nie to jest tu istotą rzeczy. Zastanawiam się, czy tutaj właśnie nie została naruszona przez męża tajemnica wrażliwych danych dotyczących stanu zdrowia  Emilli Szmydt.  




Surowa ocena zachowania Łukasza Piebiaka oraz pozostałych osób zamieszanych w proceder hejtowania sędziów wygłoszona przez posłów opozycji jest przez autora materiału traktowana jako „atakowanie rządu” a Michał Karnowski (Sieci) rozwija ten wątek, mówiąc coś tak absurdalnego, że aż zabawnego, choć z pewnością nie jest to zamierzony efekt: „Słowa  (opozycji) tak nieadekwatne do realności danego wydarzenia, że sama stacza się w jakieś odmęty niewiarygodności”.
Maksymilian Maszenda opowiada dalej o zjawisku hejtu popularnym w środowisku sędziowskim, co ilustruje kadrem monitora z grafiką nie wiedzieć czemu przedstawiającą zdjęcia Victora Orbana.
Zdumiewa przytoczony rzekomy wpis dziennikarza Marcina Makowskigo z TT:




Piszę „rzekomy”, ponieważ nie znalazłam go wśród postów redaktora Makowskiego. Znalazłam natomiast to:



Na koniec pojawia się jakaś dziwna informacja na temat konta, którego nie ma, a które miało być związane z Platformą Obywatelską podobnie jak strona Sok z Buraka. Maszenda najwyraźniej zakłada, że każda krytyka Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu zasługuje na miano hejtu. Natomiast piętnowanie hejterów  krzywdzących  ludzi  niesprzyjających władzy i nie pochwalających jej reform to... także atak na rząd. 







                                                 Przedruki są możliwe pod warunkiem podania źródła publikacji


                                                       © Dorota Ceran/ceran.press



Z serwisem Ceran.Press współpracują





GŁÓWNY SPONSOR KSIĄŻKI
A ja Łódź wolę...





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Awantura w Zgierzu, czyli czego się nie dowiesz z Łódzkich Wiadomości Dnia (TVP3)

TVP3 - oglądalnośc? Nie ma.

Kobiety Konfederacji - majątek ruchomy