Wywiad - rozmowa z Patrycją Krzymińską
Dusze nam zszyła na miarę
Jeszcze do niedawna była osobą
anonimową. Dzisiaj PATRYCJĘ KRZYMIŃSKĄ zna cała
Polska. Kiedy rozdarto nam w styczniu serca, zszyła je na miarę idei, które są
wspólne ludziom dobrym, szlachetnym i przepełnionym potrzebą wspólnoty. To dzięki jej inicjatywie wypełniła
się po brzegi Ostatnia Puszka Prezydenta Pawła Adamowicza (ponad 16 milionów
zł) i dzięki niej zebrano kwotę 3 milionów złotych, o które Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uszczuplił zasoby
finansowe Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.
Dorota Ceran: Pani Patrycjo, to już trzy tygodnie od Gdańskiego dramatu. A tak wiele się od tego czasu wydarzyło. Co z tych wydarzeń jest dla Pani najważniejsze?
Patrycja Krzymińska: Najważniejsze jest to, że ludzie pokazali, że chcą być ze sobą solidarni, jednoczyć się w
słusznej sprawie. To jest naprawdę budujące, że mimo wszystkich różnic, które
na co dzień nas dzielą w takich momentach potrafimy mówić jednym głosem.
Prezydent Paweł Adamowicz, jak widać,
miał szczególne miejsce w świadomości gdańszczan. Dlaczego?
Bo
jego prezydentura to była prezydentura blisko ludzi. On spotykał się z
mieszkańcami, spacerował ulicami, zaczepiał mieszkańców, chętnie z nimi
rozmawiał. Pytał, co chcieliby zmienić w mieście, jeździł z nami autobusami,
tramwajami, odwiedzał szkoły, przedszkola... To była taka prezydentura, jakiej
każde miasto powinno sobie życzyć.
Pani znała osobiście Pana Prezydenta?
Oprócz
powiedzenia sobie „Dzień dobry” – nie. Ale spotykałam go na ulicach, bo był
takim stałym punktem Gdańska. Jak Gdański Pirat, z którym ludzie robili sobie zdjęcia, tak i Pan Prezydent. Nieodzowne
elementy Gdańska.
Mieszkam
tutaj od piątej klasy podstawówki i nie kojarzę osoby, która sprawowała urząd
prezydenta przed Panem Adamowiczem.
Czyli dla Pani to był prezydent
całego życia?
Dokładnie
tak.
Jak Pani zapamiętała tę straszną
chwilę z 13 stycznia?
Nie
byliśmy tam do końca. Dosłownie pół godziny przed światełkiem pojechaliśmy do
domu, żeby zobaczyć je w telewizji. I byliśmy bardzo zdziwieni, dlaczego nie
pokazują Gdańska. Myśleliśmy, że może coś tam nie wypaliło, może się światełko
nie udało...? Nikomu przez myśl nie przeszło, że wydarzyła się taka tragedia.
Czy ta śmierć wyzwoliła w ludziach
jakąś siłę, jakąś determinację?
Wzbudziła
ludzką solidarność i niezgodę na to, co się wydarzyło. I to w dniu, kiedy
wszyscy chodzimy z serduszkami naklejonymi
na czapkach i kurtkach. W dniu, kiedy nikt nie patrzy na to, kto jest za
jaką partią polityczną i jakie ma poglądy. Wszyscy tego dnia jesteśmy ponad
podziałami i wspólnie działamy dla Orkiestry.
I
to było takim dodatkowym ciosem – dzień
dobroci został w bestialski sposób przerwany.
Liczy Pani na jakiś przełom?
Mam
nadzieję, że ludzie nie zapomną tego ducha, który nam tutaj od trzech tygodni
towarzyszy.
Czy jesteśmy narodem, który potrafi
się skonsolidować dopiero w obliczu prawdziwej tragedii?
No tak... historia
pokazuje, że Polacy łączą się dopiero w trudnych momentach. Ale... dobre i to!
Wiadomo, że nie wszyscy będą mieli te samy poglądy. Za piękne by to było i w
ogóle – utopia. Ale jednak w obliczu takich wydarzeń potrafimy działać ponad podziałami.
Zdecydowanie.
Po raz kolejny to właśnie z Gdańska
wieje w głąb kraju duch wolności. Co Wy w sobie macie, gdańszczanie?
Gdańsk
jest bardzo otwartym miastem. Śmiem powiedzieć, że my jesteśmy miastem naprawdę
europejskim. Na ulicach widać każdy kolor skóry, słychać wiele języków. Więc
miastem wolności my po prostu jesteśmy, mamy to w sobie i dla nas niektóre
rzeczy są po prostu oczywiste. Tak jesteśmy tutaj wychowywani i taką też ideę
pielęgnował Pan Prezydent.
Cały kraj mówi od trzech tygodni:
jesteśmy gdańszczanami. Jak mieszkańcy Pani miasta to odbierają?
Gdańsk
jest otwartym miastem, także znajdzie się miejsce dla każdego... I bardzo
ciepło odbieramy te słowa, że wszyscy jesteście gdańszczanami. Bardzo ciepło...
Zbiórka dla WOŚP to był gest pamięci
dla Pana Prezydenta i gest solidarności z Jurkiem Owsiakiem. Ale już
zbiórka na Europejskie Centrum Solidarności to był gest sprzeciwu wobec
arogancji władzy. Czy czuje Pani satysfakcję?
Satysfakcję
czuję na pewno. Ale nie chciałabym przy tej okazji być utożsamiana z żadną z
partii politycznych. Bo gdyby u władzy była inna partia i obcięłaby tę dotację
dla ECS, to zbiórka by też powstała.
Jest Pani częstym gościem w ECS? Przyznam uczciwie, że jeszcze tam nie byłam,
ponieważ rzadko przyjeżdżam do Gdańska, niestety...
Musi
tu pani koniecznie przyjechać. Właśnie do ECS. Od 1 do 8 czerwca będzie Tydzień
Wolności i Solidarności. Najważniejsze obchody będą oczywiście 4 czerwca, ale cały tydzień będziemy świętować. Warto
przyjechać. Jest tu ogromna biblioteka, przepiękna wystawa... Sam budynek jest
bardzo ładny, powalające wnętrze, dużo prawdziwej roślinności, która rośnie
bezpośrednio w ziemi. Miejsce jest naprawdę cudowne.
Przyjadę i wraz z Panią zapraszam wszystkich
Czytelników ceran.press do Gdańska w czerwcu. I nie tylko w czerwcu,
oczywiście. Pani Patrycjo, czy
mieszkańcy miasta poprą w wyborach Panią Aleksandrę Dulkiewicz? Jak jest
odbierana przez gdańszczan? Wydaje się być osobą bardzo szlachetną i ciepłą...
Jest
bardzo ciepła. Pan Prezydent wybierał sobie wokół siebie takie osoby, które
podzielały Jego idee, i które będą tak, jak pani pełniąca obowiązki prezydenta
miasta, która powiedziała, że będzie realizować testament Pana Prezydenta
Adamowicza. To jest jasny przekaz. Wybory były niedawno, kilka miesięcy temu,
wygrał je zdecydowaną większością głosów Paweł Adamowicz, co oznacza, że Gdańsk
wybrał też te idee, które on niósł. A jeśli ktoś chce je kontynuować, tak jak
Pani Aleksandra Dulkiewicz, to myślę, że marcowe wybory to będzie zwykła
formalność.
Proszę powiedzieć coś więcej sobie? Wiemy, że jest Pani krawcową. Co Pani
szyje, co Pani lubi kreować najbardziej?
Prowadzę
swoją pracownię krawiecką. Wszystko robię sama od początku do końca. Sama
tworzę pomysł, wykrój, przenoszę go na materiał i szyję. Jest to szeroki zakres
asortymentu, bo torebki, nerki, plecaki, bluzy, spodnie, kurtki... Sporo tego.
A zdarza się jeszcze, że klientka
przychodzi zamówić sobie sukienkę, kostium czy garsonkę? Kiedyś to była
codzienność, ale dzisiaj już wszystko można kupić z tzw. kołka. Krótko mówiąc - czy są
jeszcze panie, które chodzą do krawcowej?
Tak,
bardzo często. Czasami nie można dostać dokładnie tego, czego się oczekuje i na
swój rozmiar. Czasami kobieta ma większy biust a w talii jest szczuplutka. Na górze
przydałby się jej rozmiar 42, a w pasie ma
36. I po to jest to szycie ma miarę.
Pani Patrycjo, na miarę zszyła Pani
Polskie dusze, bez względu na ich rozmiar i fason. Dziękujemy Pani za to. I
serdecznie dziękuję za rozmowę.
Przedruki są możliwe pod warunkiem podania źródła publikacji
Przedruki są możliwe pod warunkiem podania źródła publikacji
© Dorota Ceran/ceran.press
Komentarze
Prześlij komentarz