Igrzyska Wolności - Relacja subiektywna

 

                                                          Obejrzyj:  





Prolog

Kolejne Igrzyska Wolności są już za nami. Jeszcze kurz nie opadł a wielu z nas już czeka na kolejny rok i kolejne spotkanie tych, dla których takie słowa jak wolność, demokracja, prawo, uczciwość wiele znaczą. Nie zawsze i nie we wszystkim się zgadzając, głoszą ten sam system wartości, tę samą tęsknotę.

Tegoroczne Igrzyska przebiegały pod hasłem MIASTO : EUROPA : PRZYSZŁOŚĆ i faktycznie, wiele wątków poruszanych przez przybyłych gości do hasła nawiązywało. Jeśli nie wprost, jak choćby Carlos Moreno, twórca idei tzw. miasta piętnastominutowego, to z pewnością w szerszym kontekście.

Dla mnie niezwykle ważnym aspektem Igrzysk Anno Domini 2024 było objęcie ich strategicznym patronatem medialnym przez TVP. To samo TVP, które do 2015 roku kochałam, a za które przez osiem lat się wstydziłam. Obecność kamer TVP INFO i fakt, że uroczystość otwarcia poprowadziła  Dorota Wysocka-Schnepf, która powiedziała: Do TVP także wróciła wolność!   były okolicznością nie tylko dla mnie ważną, ale wręcz wzruszającą.


Dorota Wysocka-Schnepf otwiera Igrzyska Wolności (Fot. Dorota Ceran)


Dyrektor Igrzysk Wolności, Błażej Lenkowski, wśród wielu ważnych, ale jednak przewidywalnych stwierdzeń („niesiemy wolność dalej”, „promujemy liberalne wartości” itd.) podjął niezwykle ważny problem – jak zszyć coraz bardziej konserwatywną prowincję z coraz bardziej liberalnymi miastami.

Ta myśl nie dawała mi spokoju od chwili ogłoszenia tematu wiodącego. Sugeruje on wszak, że przyszłość wartości europejskich wywodzi się z miast. Dodajmy – wielkich miast. Co zatem z mniejszymi środowiskami? Czy nie poddajemy się stereotypowi wykluczając wieś oraz małe miejscowości z uczestnictwa w tych wartościach, albo uznając ich samowykluczenie? To pytanie Błażeja Lenkowskiego stało się paradoksalnie odpowiedzią na moją wątpliwość.  Bo oczywistą prawdą jest, że to wielkie aglomeracje są kołem zamachowym dla wszelkich idei, inkubatorami postępu i przewodnikami w świecie progresji i wolności. Jednak nie wolno zapominać o wsparciu dla tych, których obraz świata jest podobny, ale z różnych powodów żyją z dala od wielkich ośrodków. Ale i o tych, których świat zanurzony jest raczej w przeszłości niż przyszłości, bo tylko taki świat znają.


Błażej Lenkowski (Fot. Dorota Ceran)


Prezydent Miasta Łodzi, Hanna Zdanowska w rozmowie z Dorotą Wysocką-Schnepf  zwróciła uwagę na to, jak trudna była rola wielkich miast w czasie ostatnich ośmiu lat. Jak trudno było zarządzać nimi nie mając wsparcia władzy centralnej. I jak ważne były takie inicjatywy, jak Igrzyska Wolności, które pozwalały na złapanie oddechu, haustu świeżego powietrza, pozwalały uwierzyć, że ludzi żyjących wolnością jest więcej.

Hanna Zdanowska i Dorota Wysocka-Schnepf (Fot. Dorota Ceran)


Minął prawie rok… i co państwo na to?

 O kondycji państwa po niespełna rocznych pracach rządu pod kierunkiem premiera Donalda Tuska rozmawiano podczas wielu spotkań, paneli, wywiadów. Odnotowałam kilka z nich.

Podsumowania roku rządów  dokonali topowi dziennikarze – Karolina Lewicka, Konrad Piasecki, Roman Imielski, Dominika Długosz i Beata Lubecka.

Beata Lubecka, Konrad Piasecki, Dominika Długosz, Roman Imielski, Karolina Lewicka
(Fot. Dorota Ceran)


Rozmowa ta z wielu względów była dla mnie rozczarowująca.

Rozumiem bowiem, że dziennikarze mają obowiązek patrzeć władzy na ręce i walić w łeb wszędzie tam, gdzie należy. No właśnie – tam, gdzie należy. A nie zawsze i wszędzie bez względu na okoliczności. A okoliczności są takie, że dopiero co, jednak dość kruchą – przyznajmy to – większością, wyrwaliśmy się z rąk ludzi, którzy omal nie pogrążyli nas w odmętach faszyzmu. Adam Michnik w rozmowie z Leszkiem Jażdżewskim powiedział, że „PiS to faszyzm z ludzką twarzą Dudy”. Z tą „ludzką twarzą Dudy” polemizowałabym, ale z resztą się zgadzam. Ergo – patrzmy obecnej władzy na ręce, ale spróbujmy też wziąć pod uwagę sytuację, w jakiej się znajduje, a przede wszystkim sytuację naszą, całego społeczeństwa. Bo jeśli znowu, jak w 2015 roku zaczniemy bezrefleksyjnie symetryzować, to przygotujmy się na wyjście z Unii Europejskiej, na państwo policyjne i wyznaniowe. Oczekiwałabym od dziennikarzy zajmujących się od lat polityką większego zrozumienia mechanizmów nią rządzących, większej umiejętności przewidywania społecznych skutków, jakie możemy sprowadzić na kraj nieprzemyślaną fanfaronadą.

Bo jako fanfaronadę oceniam stwierdzenie Karoliny Lewickiej, że ma „poczucie braku powagi po stronie koalicji rządzącej.” Pani redaktor widzi zbyt wiele polemiki, zbyt wiele decyzji o charakterze populistycznym. Tymczasem na polemice polega demokracja i polityka – jak zauważyła Dominika Długosz.

Ktoś z publiczności zapytał, czy skoro jest wśród dziennikarzy tyle krytyki wobec tych dziesięciomiesięcznych działań rządu, to czy mógłby usłyszeć chociaż ze trzy pozytywy. Usłyszał…, że dziennikarze nie są piarowcami rządu. Ale hejterami chyba też nie, że pozwolę sobie zauważyć. Krytykujmy tam, gdzie się krytyka należy, ale pochwalmy to, co pochwały jest godne. Bo tylko wówczas będziemy wiarygodni.

Cieszę się, że wiceszef „Gazety Wyborczej” – Roman Imielski bez wahania potrafił  zauważyć – nie bojąc się łatki piarowca rządu – kilka ważnych pozytywów, jak choćby odzyskanie powagi państwa na arenie międzynarodowej, powagi parlamentu, uznanie sporu jako cywilizowanej normalności w państwie demokratycznym, odzyskanie mediów publicznych.

Ponieważ redaktor Beata Lubecka z przekąsem wyraziła się o sposobie ich odzyskania i skrytykowała wyłączenie sygnału, zapytam tylko: Jak bardzo się pani krzywiła w chwili, gdy Jacek Kurski wstępował na schody TVP wyprosiwszy uprzednio z gabinetu prawowitego, wyłonionego w legalnym konkursie prezesa?

Nie byłam panelistką, ale gdybym miała jakąś krytyczną uwagę poczynić w kierunku rządu, to uważam, że słabo wypada polityka informacyjna i jest to coś, co koniecznie powinno zostać naprawione, zanim nie będzie za późno.

O tym, czy państwo polskie w dobie światowych kryzysów jest bezpieczne  opowiedział w krótkim wystąpieniu Tomasz Siemoniak – minister spraw wewnętrznych i administracji. Zaznaczył na wstępie, że nie jest to właściwie temat do teoretycznych dywagacji, ale zarekomendował powstanie ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Stwierdził bowiem, że siła państwa bierze się z tego, jak obywatele są gotowi włączyć się w obronę bezpieczeństwa państwa.

Tomasz Siemoniak (Fot. Dorota Ceran)


Myśl tę pogłębił Bartłomiej Sienkiewicz, obecnie europoseł mówiąc, że konieczna jest powszechność w budowaniu bezpieczeństwa. A państwo ma w budowaniu tej powszechności pomagać. Osobiście trochę boję się tej powszechności, ale to temat na długie i trudne rozmowy.

O praworządności w państwie po 15 października rozmawiali – prof. Wojciech Sadurski, minister sprawiedliwości Adam Bodnar, poseł Kamila Gasiuk-Pihowicz i gość z Węgier, Peter Balazs - były Europejski Komisarz ds. Polityki Regionalnej.

Adam Bodnar powiedział niezwykle ważną rzecz, niejako w odpowiedzi na zarzuty zbyt powolnego działania. Otóż, zmiany personalne, zmiany w prawie, zmiany wiodące do ukarania winnych – muszą być prowadzone w sposób zgodny z prawem. Jesteśmy bowiem związani międzynarodowymi zobowiązaniami – to raz, a po wtóre – funkcjonujemy w procesie przywracania zaufania do prawa. Zatem nie ma mowy o działaniu pochopnym, działaniu na rympał i działaniu, któremu ktoś mógłby zarzucić nieskuteczność w obliczu wymogów praworządności.

Adam Bodnar, Kamila Gasiuk-Pichowicz (Fot. Dorota Ceran)


Profesor Sadurski przypomniał, że polski system prawny jest zaminowany w celu uniemożliwienia przeprowadzenia reform. Trybunał Konstytucyjny, KRS, Andrzej Duda to zdaniem profesora – swoisty Trójkąt Bermudzki, blokujący wiele działań. We wszystkich kryzysach obecnej władzy widzimy działania tej grupy. Dodał, że odbudowujemy Polskę po ustroju autorytarnym. Profesor jest nieco bardziej radykalny od ministra Bodnara i sugeruje wycofanie takich podmiotów jak KRS nie w systemie prawnym, lecz porządkowym.

prof. Wojciech Sadurski (Fot. Dorota Ceran)


 

Co ze zdrowiem naszym?

Iść do lekarza prywatnie czy do jednostki publicznej? Wielu z nas zadaje sobie to pytanie i wybieramy różnie w zależności od okoliczności. W rozmowie na ten temat wziął udział Paweł Wajda, Członek Zarządu PZU Życie SA., który rozśmieszył mnie stwierdzeniem, że w systemie jest coraz mniej pieniędzy, bo ludzie żyją coraz dłużej, są tym samym coraz starsi i schorowani i te pieniądze przez nich się w systemie kończą. Przypomniał mi się taki komunistyczny wierszyk: „Emerycie, popieraj partię czynem i umieraj przed terminem”. Teraz partię tylko na ubezpieczyciela trzeba by zamienić. Ale co zrobić, kiedy tak naprawdę pan Wajda ma obiektywnie rację. Na szczęście Sławomir Dudek, Prezes Zarządu Instytutu Finansów Publicznych przypomniał, że pacjent to też w końcu podatnik, i jeśli długo żyje to też długo płaci. Ale też, co ciekawe, nie ma społecznego przyzwolenia na podnoszenie składki zdrowotnej (w 2024 planowane nakłady na ochronę zdrowia ​w Polsce wynoszą 6,2% PKB, a do 2027 powinny osiągnąć 7% PKB – przyp. DC)

Artur Dunin, Tomasz Karauda, Adam Wieczorek (Fot. Dorota Ceran)


Wiceprezydent Miasta Łodzi – Adam Wieczorek zauważył, że pacjenci często nie są do końca zorientowani, co opieka zdrowotna może im zaoferować. Nie bardzo orientują się w rozwiązaniach systemowych.

Senator Artur Dunin podkreślał wagę finansów. Bo, jak stwierdził – najlepiej napisana ustawa może zostać przez brak pieniędzy zdeformowana.

Doktor Tomasz Karauda, lekarz Kliniki Pulmonologii USK im. N. Barlickiego nr 1 w Łodzi, opowiedział, jak w praktyce wygląda praca lekarza w publicznej poradni. Często, by pacjent nie lądował z kolejną wizytą na koniec kolejki, by stawić się u lekarza za dwa lata, umawia go „nadpisując”,  za dwa tygodnie. Jeśli ma kilku takich pacjentów, zamiast kończyć pracę o 16.00, wychodzi do domu po 20.00. I teraz pytanie: jak wielu lekarzy jest gotowych na takie poświęcenie? I jak długo wytrzyma ten, który się podejmie pracy w takim systemie. Ostatecznie wielu ucieka do prywatnej praktyki.

Czyli, podsumowując – opieka zdrowotna to po pierwsze pieniądze, a po drugie – ludzie. A może odwrotnie?

 

Media publiczne

Na Igrzyska przybyli dwaj główni publiczni prezesi – radiowy, czyli Paweł Majcher i telewizyjny – Tomasz Sygut.

Martyna Majchrzak, prof. Tadeusz Kowalski, Dominika Bychawska-Siniarska,
Paweł Majcher, Tomasz Sygut (Fot. Dorota Ceran)

Obaj panowie przyznali, że przez osiem lat doszło do defragmentacji widowni. I że czekają na ustawę medialną. Panowie prezesi! Wszyscy czekamy! Wszyscy, którym na sercu leży los mediów publicznych. Ale nie do końca mogę zgodzić się z prezesem Tomaszem Sygutem, że oddziały terenowe padają ze względu na wysokość kosztów stałych, przewyższających sumy przeznaczane na programy. Jest wiele innych powodów, których z wysokości swoich stołecznych stanowisk zdajecie się państwo nie dostrzegać.

Była też mowa o przyszłym finansowaniu mediów publicznych. Abonament w dotychczasowej formie odchodzi do lamusa, i co dalej? Mówi się o finansowaniu z budżetu. Tu zadrżała pani Dominika Bychawska-Siniarska (prawniczka ciągle pojawiająca się wszędzie tam, gdzie mowa o mediach publicznych) bo przecież jak budżet to od razu politycy. I tu bym nawet zgodziła się z niepokojem panelistki, gdyby nie to, że ostatecznie zasugerowała nieoglądanie TVP.  Hello!!!! Proszę Pani!!! Chyba nie oto nam jednak chodzi?

***

Moja opowieść o Igrzyskach Wolności 2024 jest niepełna i subiektywna. Bo nie może być inna. Nie sposób, bym mogła wysłuchać wszystkich, ponad pięciuset osób, z których każda miała coś ważnego i interesującego do powiedzenia. Przepraszam za to, lecz  nie obiecuję poprawy.

 



                                 



                      WESPRZYJ ceran.press

https://zrzutka.pl/7vbfmv#description

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Awantura w Zgierzu, czyli czego się nie dowiesz z Łódzkich Wiadomości Dnia (TVP3)

TVP3 - oglądalnośc? Nie ma.

Kobiety Konfederacji - majątek ruchomy