Artykuł - Biły, poniewierały, obrażały – a potem łaskawie się zgodziły…
![]() |
Fot. Mahdi Rezaei/MotionLeap |
Od kilku dni opinia publiczna żyje informacjami z Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie, gdzie zakonnice opiekowały się czterdziestoma dziewczynkami i młodymi kobietami z deficytami intelektualnymi. Wszyscy jednogłośnie przyznają, że to skandal nad skandalami, że barbarzyństwo i że trzeba to w trybie natychmiastowym przerwać. Oczywiście, że tak!
Prokuratura Rejonowa w
Suchej Beskidzkiej prowadząca w tej sprawie śledztwo postawiła jak na razie zarzuty dwóm
zakonnicom.
Zakon, z którego wywodzą
się zakonnice z Jordanowa, to
Zgromadzenie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, popularnie zwane „prezentkami”
(presentatio - ofiarowanie). Ich charyzmat to wychowanie oraz nauczanie młodzieży
i dzieci. Zakonnice mają charyzmat ten wypełniać jako „Chrystusowe pomocnice”,
działając głównie na terenie Polski i Ukrainy. Prowadzą szkoły, przedszkola,
domy pomocy. Niestety, nie znalazłam nigdzie najmniejszej wzmianki o ich
przygotowaniu pedagogicznym, psychologicznym czy medycznym. I obawiam się, że
nie znajdę. W Polsce bowiem bycie osobą duchowną jest przepustką do
wszystkiego.
Przełożona generalna, Anna
Telus wydała oświadczenie, które sprawia wrażenie wyważonej wypowiedzi osoby
zaskoczonej zachowaniem swoich podopiecznych.
Ale niechże nas ta pokorna forma nie zmyli. Bo oto mamy wypowiedź siostry Telus dla Onetu (powtarzam za portalem naTemat):
Dziennikarze przypuścili na nas nagonkę, której inspiracją jest jeden z
byłych pracowników, który został zwolniony. Dziennikarze wyrządzili nam
krzywdę. Wy możecie napisać wszystko, co wam się podoba i w mojej ocenie nie
ponosicie za to żadnych konsekwencji. Jasne, że możemy iść do sądu, ale kto tam
z wami wygra? – aż trudno uwierzyć, że to słowa tej samej
osoby. Przemawia przez nie buta, pycha, brak jakiekolwiek skruchy. Czy dlatego,
że siostra Anna Telus jest pyszna i pełna buty? Nie. A przynajmniej nie tylko z tego powodu. Tu rachunek należy
wystawić nie tylko zgromadzeniu, ale całemu społeczeństwu i całemu państwu.
Społeczeństwo bowiem nauczyło przedstawicieli Kościoła Katolickiego, że
są nietykalni, że czyny, które innych zaprowadziłyby do więziennej celi, ich
przeganiają co najwyżej do innej parafii.
Dziennikarze mediów niezależnych starają się ścigać księżowską pedofilię,
próbują dochodzić prawdy w tej materii, pytają, dociekają. Ale kiedy pojawia
się informacja, że oto siostry zakonne „zgodziły się, by placówkę przejął od
nich powiat suski” żaden z kolegów nie
zająknął się, cytując tę frazę. Nikogo nie zastanowiło stwierdzenie, że „się
zgodziły”. Jak to – zgodziły się!!!??? No
doprawdy, jakże łaskawe są te kobiety! Biły, poniewierały, obrażały – a potem
łaskawie się zgodziły…
Tak, to prawda, że sąd im jeszcze niczego nie udowodnił, prawdą jest, że
siostry mają prawo do obrony i do ratowania swojego dobrego imienia. Jak każdy
oskarżony. Ale czy jeśli ja coś, dajmy na to, ukradnę, i zostanę postawiona w
stan oskarżenia, to będzie mnie ktoś pytał, czy wyrażę zgodę na oddanie
skradzionej rzeczy? Nie. Chyba, że wcześniej przyjmę zakonne śluby.
Problem jest znacznie szerszy i powstało na jego temat setki, a może
tysiące tekstów, materiałów filmowych, przeprowadzono multum wywiadów i
zarejestrowano niezliczoną ilość wypowiedzi. Bo wielu ludzi, w tym także mnie,
nurtuje pytanie – dlaczego pospolite przestępstwa, do których przecież należy
gwałt, czyny pedofilskie czy stosowanie czynnej przemocy są zgłaszane władzom kościelnym, a nie
prokuraturze? Po co ludzie użerają się z kościelną hierarchią zamiast zgłosić
problem dzielnicowemu? Jestem przekonana, że w większości przypadków metoda ta
byłaby znacznie skuteczniejsza.
Problem ma dwa oblicza. Jednym z nich jest mentalność ludzi, którzy mają
wdrukowaną uległość wobec kleru. I przekonanie, że tylko sądy kościelne mogą
coś wskórać, że tylko im podlegają ludzie w koloratkach. Tymczasem ci panowie,
jak również panie, jak choćby oprawczynie z Jordanowa, podlegają
najzwyczajniej w świecie Kodeksowi Karnemu, tak jak każdy obywatel. Bo wszak są
obywatelami polskimi przecież. Prawo kościelne niech ich sobie każe w ramach wewnętrznych ustaleń, ale to już inna sprawa, niejako dodatkowa.
Znam osobiście wielu znakomitych księży, świetnych zakonnic, którzy naprawdę
robią wiele dobrego dla innych. I dziwię się, że jednocześnie nie robią nic, by
wygnać ze swojego otoczenia tych wszystkich, którzy przyprawiają im własną gębę. Ohydną, obleśną. Pogońcie ich, bo odium spada
także na was!
Nie mam pretensji do Kościoła
Katolickiego, że się nie demokratyzuje, że nie dopuszcza możliwości aborcji czy
eutanazji, że nie chce kościelnych ślubów udzielać parom jednopłciowym, że nie
znosi celibatu… W sumie, co mnie to obchodzi? To są wewnętrzne zasady klubowe. Jeśli
ktoś zapisuje się do jakiegoś klubu, to przyjmuje jego regulamin. I nie bardzo
pojmuję katolickie kobiety żądające praw aborcyjnych. To tak, jakby wierzący Żydzi zaczęli domagać się pozwolenia jedzenia
golonki. Bo w ich klubie akurat się tego nie jada, a jak komu nie po drodze, to
droga wolna…
Mnie te zakazy ani nakazy nie obowiązują. Mnie dotyczy prawo świeckie
oraz poczucie ludzkiej przyzwoitości. I nie godzę się na to, by członkowie
wspólnoty, do której nie należę, dyktowali mi swoje zasady gry. Mnie już wiele
narzucić nie mogą, ale moim córkom, moim wnukom już tak. Jakim prawem? Ano
prawem braku rozdziału Kościoła od państwa. Jak wiemy z historii, to najgorszy
z możliwych mariaży. Zapłacił za to Iran, płaci Afganistan, płacimy my a cena
za sprawą lepkich polityków staje się coraz większa.
© Dorota Ceran/ceran.press
Komentarze
Prześlij komentarz