Z ostatniej chwili - Analiza warsztatowo-merytoryczna Wiadomości TVP z 10 lipca 2019 - KRYZYS ŚMIECIOWY PRZERÓSŁ TRZASKOWSKIEGO



        „Wiadomości” TVP  są dalekie od  obiektywnej oceny pracy Prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego. Już tytuł  sugeruje, jaki będzie ton całego materiału przygotowanego przez Dominika Cierpioła.
„Przepełnione altanki śmietnikowe i coraz większy fetor.” – to słowa otwierającego offu. W kadrze widzimy wylewające się z kubłów odpady. Widok częsty w wielkich miastach, zwłaszcza po weekendzie, tuż przed przyjazdem śmieciarek. Nie mam wiedzy, kiedy zostały zrobione te ujęcia, nie ma żadnej ich kontynuacji, która wykazałaby, jak długo  śmieci leżą. Sebastian Kaleta, radny Warszawy z Prawa i Sprawiedliwości  zwołał briefing w śmietniku (z kostek na mikrofonach widać, że tylko dla anten TVP), by na jego tle wyrazić swoje oburzenie dla wyglądu polskiej stolicy.
            Wprawdzie Dominik Cierpioł tłumaczy, że problem wynika z faktu, iż po wygaśnięciu umów z jednymi firmami nie weszły płynnie w życie umowy z innymi, ale nie wyjaśnia, jak długo ten brak płynności trwał: tydzień, dzień, godzinę?
            Tymczasem na stronie magistratu warszawskiego znajdujemy wszystkie konieczne informacje, które mogłyby przydać się mieszkańcom w razie jakichś kłopotów z wywozem odpadów. 




Ale tej informacji już autor materiału nie uznał za stosowne przekazać telewidzom. Natomiast nie mógł sobie odmówić przyjemności wmontowania do newsa takiego oto ujęcia:



                  Naprawdę, brawo! Zabieg doprawdy  godny poważnego programu informacyjnego!!!
            Następnie dowiadujemy się, że z ekologicznymi pomysłami w Warszawie jest w ogóle ostatnio nie najlepiej, w związku z budowaną na placu Bankowym strefą relaksu.   Cierpioł mówi w offie:  „Mieszkańcy będą mogli tutaj odpocząć na leżakach wdychając spaliny z przejeżdżających obok samochodów”. Cóż za  finezja dowcipu!!! Szkoda, że autor nie poinformował telewidzów, czym jest rzeczona strefa relaksu. Melduję zatem, że to zjawisko zwane PARKLETEM. Oto jego definicja, którą podaję za Fenomenem Fundacją - Normalne Miasto:  „Parklet jest miejscowym poszerzeniem przestrzeni dla pieszych, które wprowadza się przede wszystkim na ulicach zdominowanych przez samochody lub tam, gdzie chodnik jest zbyt wąski. Polega na przekształceniu przestrzeni parkingowej w ludzką, przyjazną pieszym”.
            Parklety są w Kanadzie, w Australii, w USA. Ich ojczyzną i prawdziwą stolicą jest San Francisco, gdzie można się doliczyć aż pięćdziesięciu takich miejsc i wszystkie co do jednego stoją właśnie na zatłoczonych, pełnych samochodów ulicach. Bo taka jest ich rola!
Kąśliwe uwagi o siedzeniu na ławce wśród spalin są więc wyzute z sensu, bo właśnie o to chodzi, by w typowym wielkomiejskim kotle znalazła się taka przystań, gdzie można przycupnąć na chwilkę, zamienić kilka słów ze spotkanym znajomym, odłożyć na moment torby z zakupami.  Parklet w lesie nie miałby raczej sensu.
            Następnie dowiadujemy się o kontrowersyjnym planie zabudowy terenów wokół Jeziorka Czerniakowskiego, jako pomyśle Rafała Trzaskowskiego na zlikwidowanie zieleni w Warszawie. To prawda, że teren, o którym mowa jest zakwalifikowany jako rezerwat przyrody. I prawdą jest, że w tym kontekście działania deweloperów zwykle brzmią źle. Ale... Po pierwsze – plan zagospodarowania powstał już w 2009 roku, a po drugie - obejmuje on tereny o klasie ograniczeń F (łąki w głębi) i C (przy ulicach). W obu tych przypadkach zarządzenie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska ustalające plan ochrony rezerwatu i jego otuliny dopuszcza zabudowę. W strefie C zarządzenie to nakazuje zachowanie trzydziestu procent powierzchni biologicznie czynnej oraz zachowanie naturalnej rzeźby terenu. Na 90 hektarach, które obejmuje plan, w sumie 60 hektarów ma zostać niezabudowane. I jeszcze dość ważna informacja, która umknęła autorowi newsa: plan zagospodarowania, o którym mowa przeszedł na Radzie Miasta bez dyskusji. Nie było głosów przeciw, 16 radnych PiS się wstrzymało.

            A na tym ujęciu 



Cierpioł wygłasza off: „W efekcie Warszawa staje się coraz bardziej zabetonowana”. Uwagę zwracają drzewa wzdłuż ulicy i w głębi kadru. Nie było jakiegoś bardziej „zabetonowanego” ujęcia?
            Kiedy Marek Suski w swojej wypowiedzi mówi o „korytarzach nawiewowych” autor nie sięga do źródeł tej wiedzy. Gdyby sięgnął, powiedziałby telewidzom, że chodzi o „kliny napowietrzające”  i dodałby na pewno, że  Michał Borowski,  naczelny architekt miasta (w latach 2003-2006 czyli w latach, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński) mówił:  „Nie znalazłem żadnego naukowego dowodu, który uzasadniałby sens teorii klinów napowietrzających. (ich lokalizacja została ustalona jeszcze przed II wojną światową – przyp. D.C.) Oczywistym jest, że ogromny niezabudowany pas w środku miasta, jakim jest koryto Wisły wpływa na recyrkulację powietrza i trzeba go chronić przed zabudową. Dobrze, że mamy w mieście tereny zielone jak np. Pole Mokotowskie. Ale to wszystko. Żadnych badań, które by określały jak np. postawienie budynku w takim klinie miałoby wpłynąć na pogorszenie powietrza, nie znam.” Tymczasem Marek Suski w materiale sugeruje, że to właśnie wyjaśnia zjawisko smogu! Bez komentarza ze strony autora, co tym samym oznacza, że autor się pod tą wypowiedzią podpisuje.
            Zaraz po wypowiedzi Waldemara Budy o planach zagospodarowania w miastach polskich dowiadujemy się o działaniach piotrkowskiej prokuratury w sprawie badania legalności finansowania kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego do Parlamentu Europejskiego w  2009 roku.
        Mam pytanie do autora: o czym był ten materiał?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Awantura w Zgierzu, czyli czego się nie dowiesz z Łódzkich Wiadomości Dnia (TVP3)

TVP3 - oglądalnośc? Nie ma.

Kobiety Konfederacji - majątek ruchomy