Kobiety Konfederacji - majątek ruchomy

 

Fot. domena publiczna/x/@KarinaBosak

Kobiety reprezentują całą, pełną gamę rozmaitych postaw, wartości i poglądów politycznych. To oczywiste, to normalne, tak ma być. Każda z nas oczekuje czego innego od życia, od otaczających nas ludzi, od siebie  samej. Jedne z nas chcą realizować się w pracy zawodowej, kładą nacisk na karierę, spełniają się w swoich zawodowych rolach. Coraz częściej świadomie rezygnują z życia rodzinnego, nie widzą się w rolach matek, żon i strażniczek rodzinnego ciepła.

Są kobiety, które potrafią i chcą łączyć te sfery. Pracują a jednocześnie są matkami, żonami, nadają ton życiu rodzinnemu.

Nie brak też pań, dla których życiowym spełnieniem jest wyłącznie rodzinne szczęście, troska o dom i o bliskich.

I każda z tych ról jest super - o ile jest samodzielnym, autonomicznym wyborem kobiety. 

Nigdy jednak nie zrozumiem kobiet, które z zapałem, z błyskiem w oku i ogniem w działaniach  współdziałają z tymi, którzy traktują je jak człowieka gorszej kategorii, a niektórzy jak… dobytek mężczyzny. Z takim postrzeganiem kobiet utożsamia się Konfederacja, której przedstawiciele swego czasu wsparli powstanie i kongres założycielski Fundacji Patriarchat. To tam, z ust niejakiego Ronalda Laseckiego padają słowa o tym, że „kobieta ma wprawdzie status wyższy od zwierząt i innego dobytku ruchomego  (…)  jednak traktujemy je jako część dobytku”. Oczywiście, przy okazji każdych nadchodzących wyborów konfederaccy mężczyźni wypierają się tych poglądów. Teraz, w  prezydenckiej kampanii też. Ale nie da się wyczyścić sieci, proszę panów.

W okresie kampanii także częściej do głosu dochodzą konfederackie posłanki i euro posłanki. Tak, są przecież takie, prawdopodobnie jako partyjna część dobytku ruchomego. Z tym zastrzeżeniem, że zgodnie z sugestią Janusza Korwina-Mikke, miały prawo być wstawione na listy i wybrane przez mężczyzn. Jednocześnie senior partii odebrałby kobietom prawa wyborcze – możesz być wybrana z woli pana, ale wybierać ci nie wolno, także z woli pana.

Dobytek ten coraz częściej wprawia mnie w stan zdumienia i oburzenia.

W sejmie tej kadencji zasiada pani Karina Anna Bosak. Prywatnie żona (majątek ruchomy?) Krzysztofa Bosaka. Jest zwolenniczką mowy nienawiści, zwłaszcza wobec środowisk LGBT:

  Rząd pod pretekstem walki z nienawiścią zaproponował przepisy zbędne, źle napisane, a zarazem bardzo surowe i szkodliwe. Co jest w tym projekcie? Do katalogu tzw. cech chronionych rząd chce dodać wiek, niepełnosprawność, orientację seksualną i płeć. O te cechy zostanie rozszerzone przestępstwo nawoływania do nienawiści. Dwie pierwsze nie są aż tak istotne, ale druga i trzecia oznaczają wprowadzenie cenzury dotyczącej krytyki środowiska LGBT i jego społeczno-politycznych postulatów. Cenzury w przypadku każdego, tak naprawdę bez względu na to, jakie będzie miał zamiary i jaką będzie miał intencję, bo za nienawiść będzie można uznać wszystko: wątpliwość, ironię, bo to wcale nie musi być wulgaryzm. Co gorsza, zakres zakazanej krytyki będzie całkowicie niejasny i uznaniowy. Będzie on zależny od indywidualnych poglądów konkretnych prokuratorów i sędziów, bo prawo nie będzie dawało żadnych wskazówek, co ma być pod tym rozumiane. A to nie powinno mieć miejsca
w wolnym państwie[1].

Pani Karina jest jedyną kobietą w tej formacji, zasiadającą w ławach poselskich. I, moim zdaniem, jedna zupełnie tu wystarczy.  Chociaż przyznać trzeba, że w porównaniu z koleżankami wybranymi do Parlamentu Europejskiego, jest w swoich wystąpieniach łagodna, stonowana i nie przekracza granic dobrego smaku.

W Brukseli mamy panią Annę Bryłkę. To zaciekła przeciwniczka Unii Europejskiej, która za pieniądze tejże próbuje rozwalić ją od środka. Pozostawać należy tylko w ufności, że jest zbyt mało ważna, by osiągnąć sukces. Głosowała przeciw dyrektywie „Tarcza Wschód”, a jakże! Tak tłumaczyła to na Platformie X:

- głosowaliśmy przeciwko mechanizmowi europejskiego długu na obronę, który zabierze nam decyzyjność ws. własnych inwestycji w obronę;

- głosowaliśmy przeciwko temu, żeby ktokolwiek inny niż polski rząd, decydował o wsparciu dla Ukrainy uzależnionym od poziomu PKB;

- głosowaliśmy za swobodą polskiego rządu do kupowania takiego uzbrojenia, jakie chcemy, od kogo chcemy i ile chcemy, zamiast być tylko tabelką we wszechwładnej wizji Komisji Europejskiej;

- głosowaliśmy wreszcie, w 26. rocznicę wejścia Polski do NATO, przeciwko NATO-bis, które jest właśnie projektowane w interesie niemieckiego i francuskiego przemysłu obronnego - a które docelowo może zaszkodzić naszym zamówieniom z Korei Południowej czy USA.

Szczerze powiedziawszy nie czuję się na siłach, by to komentować.

Ale idźmy dalej, bo robi się coraz mniej przyjemnie. Oto przedstawicielka Konfederacji, która jest w mojej ocenie uosobieniem braku kultury i zahamowań. Za obiektywnie piękną twarzą kryje się czyste zło. Nie wiem, z czego wynikające – z żalu do świata, z chęci przypodobania się męskiej części partii, z chęci bycia „jeszcze bardziej”…? Cokolwiek by to nie było, Ewa Zajączkowska-Hernik to osoba przynosząca głęboki wstyd Polsce na arenie Parlamentu Europejskiego. Już występ tej pani kierowany do Ursuli von der Leyen był popisem czystego chamstwa. Wykrzykiwała obelgi, darła kartki, obarczała przewodniczącą Komisji Europejskiej o gwałty na europejskich kobietach, wyrażała pogardę wobec imigrantów, wobec innych ludzi… Ot, wlazł parobek prosto z gnojowicy na dywan w salonie i tupie.

Ale najmocniej poruszyła mnie reakcja tej pani na wystąpienie przywołujące dramat ukraińskich i białoruskich kobiet, na obrazy gwałtów na dzieciach, na okrucieństwo wojny. Mowa ciała zazwyczaj nie kłamie – Zajączkowska robiła miny, wznosiła znudzone oczy pod powałę a na koniec, kiedy wszyscy wstali i okazali wsparcie referującej Ukraince, siedziała z miną pełną pogardy. Kim trzeba być, by tak reagować na wieść o gwałtach na czteroletnich dzieciach, na wieść o morzu krwi i łez… Przykro mi, ale właśnie takie kobiety świetnie wyglądały w uniformach marki Hugo Boss.

W obu parlamentach są tylko trzy kobiety Konfederacji. Ale przecież są w strukturach partii w terenie. Przyglądajmy się im, bo to niebezpieczne osoby, które chcą udowodnić, że są bardzo radykalne, idą na całość, by zasłużyć na pochwałę i uznanie swoich mocodawców, żeby nie rzec – właścicieli.



[1] https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=30&dzien=1&wyp=41&type=P&symbol=WYPOWIEDZ_POSLA&id=032

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Awantura w Zgierzu, czyli czego się nie dowiesz z Łódzkich Wiadomości Dnia (TVP3)

TVP3 - oglądalnośc? Nie ma.