Na rogu Raka i Dalszego Życia - w odcinkach, odc. 3

 


Matka Polka. Oficjalnie – Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki. Szpital, z którym wiążę wiele dobrych emocji. Tu urodziłam Ewę, młodszą córkę. Przez dwanaście z górą godzin próbowała się wyemancypować, ale z nadmiaru energii okręciła sobie pępowinę wokół szyi i gdyby nie położna, która włożyła we mnie rękę po sam łokieć i odwinęła smarkulę, nie wiem, czym by się cała przygoda skończyła. Dzięki pielęgniarce, której twarzy ani imienia nie pamiętam, a którą mimo to wielbię nieustannie od dwudziestu siedmiu lat, po świecie chodzi młoda, piękna, mądra, pełna pasji kobieta.

                     Po dwóch latach urodziłam tam Leszka. Lecha – on sam woli tę wersję. Przyszedł do nas bez żadnych wygibasów, ale za to co ja wyprawiałam, ludzkie pojęcie przechodzi. Do dziś oblewam się rumieńcem wstydu na samo wspomnienie. Byłam już matką dwóch córek - Ani i Ewy, kobietą trzydziestoczteroletnią.  Młodą wprawdzie, ale cokolwiek zmęczoną chyba. A co za tym idzie – upierdliwą nie do wytrzymania. Że mnie wtedy, w tej Matce Polce, nikt nie udusił poduszką, to naprawdę był akt bohaterstwa ze strony całego personelu medycznego. Łaziłam, siadałam, kładłam się – oczywiście wszystko przy cierpliwej, życzliwej pomocy pielęgniarek. Chcę siku. Nie, już chyba nie chcę. Ale może usiądę. Niewygodnie... to może się położę. No nie tak! Na wznak bym chciała. Ale chyba może na boku jednak. No nie wiem normalnie.... I tak z sześć godzin z okładem. A one uśmiechnięte, cierpliwe... Ma pani synka...

                     Dziewięć lat później Matka Polka ratowała Leszka po wypadku samochodowym. W Korczaku potraktowali nas strasznie, jakaś baba uważająca się za lekarza machnęła tylko ręką. O, już nie ma odruchów... Dostałam ataku histerii i tak długo tupałam i wrzeszczałam, aż w środku nocy wsadzili dziecko do karetki i przewieźli do Matki Polki. Tam się okazało, że stan jest mniej ciężki niż wydaje się na oko.  Dlaczego od razu nie przywieźliście tu dziecka, tylko go tłuczecie po szpitalach!!!!!! Lekarz (także Lech) tak ryknął na obsługę karetki, że Leszek odzyskał przytomność. Pozwolili mi zostać przy nim na noc, a potem każdego dnia było lepiej. Dzisiaj pamiątką po tamtym wydarzeniu jest mała blizna na czole, u nasady włosów. Z gatunku tych, które podobają się dziewczynom.

                     Potem leżała tam moja najstarsza córka, Ania. Najpierw dlatego, że była chora, a potem... dlatego, że urodziła Adasia!!!!!! Jeszcze potem – Adasiowi wycinano migdałek... Matka Polka czuwa.

                     A teraz mnie wzywa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Awantura w Zgierzu, czyli czego się nie dowiesz z Łódzkich Wiadomości Dnia (TVP3)

TVP3 - oglądalnośc? Nie ma.

Kobiety Konfederacji - majątek ruchomy