Z ostatniej chwili - Fiolka za dziesięć baniek, czyli pomóżmy dziecku
To niepozornie wyglądające lekarstewko o nazwie Zolgensma ratuje
życie dzieci. Tych dzieci, które los doświadczył ciężką chorobą, jaką jest SMA,
czyli rdzeniowy zanik mięśni. To ciężka wada genetyczna, za sprawą której
obumierają neurony w rdzeniu kręgowym blokując pracę mięśni. Wadliwy gen
blokuje też impulsy nerwowe prowadząc do osłabienia i postępującego zaniku
mięśni a w konsekwencji - częściowego albo całkowitego paraliżu. W Polsce
rocznie przychodzi na świat pięćdziesięcioro dzieci dotkniętych tą chorobą.
A to jest Kajtuś. Wygląda jak okaz zdrowia, prawda? Ale żeby
wyglądał tak dobrze przez długie lata szczęśliwego życia, musi pokonać okrutną
chorobę, która każdego dnia próbuje odebrać mu siły, nie pozwala chodzić,
utrudnia siedzenie i robienie tego wszystkiego, co robią jego rówieśnicy.
Zolgensma byłaby wybawieniem. Czemu więc nie dać dziecku
stosownej dawki i nie cieszyć się powrotem do zdrowia? Ponieważ mała fioleczka,
którą widzimy na zdjęciu kosztuje 10 000
000 złotych. Nie, nie pomyliłam się. Dziesięć milionów! Jak boga kocham! Z
tego, co wiem, to najdroższe lekarstwo świata. Jako ratujące życie jest oczywiście
refundowane. W Stanach Zjednoczonych jest refundowane, we Francji, w Izraelu, w
Katarze, w Japonii, w Szwajcarii. Kolejne państwa wprowadzają procedury
finansowanego przez rządy programu udostępnienia leku chorym na SMA dzieciom. Jednak
Polski na tej liście nie ma.
Nie oznacza to, że dzieci takie jak Kajtuś zostały pozbawione
jakiekolwiek terapii. Jest bowiem stosowana kuracja Spinrazą, lekiem
refundowanym. A jest to także zawrotnie
kosztowny specyfik, ponieważ cena dawki oscyluje wokół 300 tsięcy złotych. Najwyżej
oceniana przez rodziców małych pacjentów jest aplikacja leku stosowana w łódzkim
Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. Kiedy rozmawiałam z mamą Kajtka, Pauliną
Waraksą, była wdzięczna za błyskawiczną reakcję lekarzy. Już po czterech dniach
od postawienia diagnozy byli gotowi do podania dziecku leku. A gdyby nie fakt,
że diagnoza przyszła w Wielki Piątek i przyszły dni świateczne, pewnie mogliby
zająć się jej synkiem zaraz następnego dnia.
Jednak Spinraza to wyrok na całe życie. Czy daje rezyltaty? Tak,
z całą pewnością opóźnia skutki działania wadliwego genu, nie dopuszcza do
całkowitej degradacji mięśni, jednak jest wyrokiem na cale życie. Osoba chora
na SMA będzie musiała ponawiać aplikacje przez wiele lat... chyba, że znajdzie
się wśród szczęśliwców, którzy w końcu dostaną Zolgensmę. Lek wprawdzie także
nie gwarantuje stuprocentowego
wyzdrowienia ani nie cofa wszystkich objawów SMA, ale pozwala żyć z chorobą,
pozwala ją w znacznym, zdecydowanym stopniu zahamować. Wszelkie prowadzone
badania wykazują, że podana dawka zachowuje swoje czynne działanie przez
minimum pieć lat, a bywa, że pozostaje aktywna w komórkach przez całe życie. Co
oznacza, że to życie po prostu ratuje i w ogromnym stopniu podnosi jego
komfort. Po prostu, ratuje życie maluchom. Dlaczego tylko maluchom? Bo lek
można podać dziecku, które nie osiągnęło 21 kilogramów. Kajtek ma na razie 12,5.
I tu zaczyna się walka z czasem. Kiedy osiągnie limit,
nadzieja na Zolgensmę i w miarę normalne życie uleci, rozpłynie się w
absurdzie, każącym płacić horrendalne sumy za ratowanie dziecka.
Pani Paulina zwracała się o pomoc do Ministerstwa Zdrowia.
Powiedzieli jej, że przecież jest Spinraza, więc nie ma problemu. Jest problem,
proszę państwa. Jeżeli nie przemawia do was los dziecka, to przekalkulujcie
sobie finanse. Zolgensma kosztuje dziesięc baniek, to fakt. Ale cztery dawki po
300 tysięcy raz na cztery miesiące przez
całe życie to koszt nieporównanie większy. Może jest tam ktoś, kto umie liczyć?
Okazuje się, że Kajtek dokonał tego, czego nie udało się zrobić
dotychczas nikomu w Polsce, ponieważ pogodził ludzi ze skrajnie przeciwnych
obozów politycznych. Samorządowcy, marszałkowie województw, prezydenci miast zarówno
z PiS jak i z szeroko rozumianego obozu demokratycznego – włączyli się w akcje,
podczas których zbierane są pieniądze. Organizują biegi, koncerty, pikniki,
aukcje.
Tyle tylko, że to nie powinno tak wyglądać... Bo fakt, że
leki ratujące życie nie są z automatu refundowane przez państwo jest dla mnie niepojęty.
A już zwłaszcza wszędzie tam, gdzie chodzi o zdrowie i życie dzieci. Ale skoro
tak jest, zróbmy wszystko, by pomóc. Nie da się pomóc wszystkim na świecie,
wiem. Pomóżmy Kajtkowi.
Po pierwsze tutaj:
https://www.siepomaga.pl/dzielny-kajtus
Po drugie: w grupie FB LICYTACJE - DZIELNY KAJTUŚ
Pomyślmy, gdyby każdy Polak wpłacił złotówkę, uratowalibyśmy troje dzieci! Więc wpłać, kochany, ile możesz - złotówkę, dwie, pięć... Nie rezygnuj, jesli nie możesz więcej. Każdy grosz ma znaczenie, każdy ratuje życie dziecka. Zróbmy sobie Dobry Kraj. W sumie niezłe hasło, nie?
Komentarze
Prześlij komentarz