Artykuł - Na łódzkim cmentarzu żydowskim
Raz na jakiś czas odwiedzam miejsce, które
widzę z okna mojego mieszkania od dziesięcioleci. W czasach dzieciństwa jawiło
mi się jako zaczarowana, zakazana kraina. Za murowanym ogrodzeniem krył się
inny wymiar, tajemnicza przestrzeń dostępna... nie wiadomo komu właściwie.
Miejsce opuszczone, zapomniane – zwłaszcza przez ludzi, bo Bóg, jeśli jest to pamiętał
i płakał. Płakał nad cmentarzem łódzkich Żydów, zdewastowanym, systematycznie
okradanym, bezczeszczonym.
W murze były dziury, przez które łatwo było dostać
się na teren nekropolii, ale korzystali z nich głównie ci, którzy chcieli w
spokoju napić się gorzałki pod gościnnym dachem mauzoleum Izraela Poznańskiego,
jak również poszukiwacze kosztowności. Ci naszpikowali sarkofag fabrykanta
łomami licząc na jego rozwalenie i obłowienie się złotem. Nie wiedzieli,
biedni, że w samym sarkofagu akurat niczego nie znaleźliby, nawet, gdyby udało
im się rozbić lity marmur.
Od lat dziewięćdziesiątych los
cmentarza uległ radykalnej zmianie. Powoli, ale systematycznie macewy i mauzolea
są odnawiane, dom przedpogrzebowy również... Super. Ale ja nie o tym, bo to są informacje,
które każdy może sprawdzić na stronie http://www.jewishlodzcemetery.org/ .
Ja
o mojej dzisiejszej wizycie na cmentarzu przy Brackiej, gdzie bywam kilka razy
w roku i obserwuję zmiany, spotykam czasami znajomych, widzę liczne
wycieczki z Izraela, z Polski i całego świata. I kładę kamień na grobie Menachema
Bornsztajna. Co z tego, że był gangsterem? Ślepy Max to historia Łodzi, legenda
miasta, temat na film... Paradoksalnie, Max został pochowany w sąsiedztwie
adwokata – Hilarego Orzecha.
Czyżby pomoc prawna była mu potrzebna i
tam...? Miejsce spoczynku obu panów jest
w bezpośredniej bliskości mauzoleum Poznańskich. Grupa gości z Izraela patrzyła z
pewnym zdumieniem, że wraz z córką stoimy przy niepozornej mogiłce ignorując monumentalny grobowiec. Skąd
mieli wiedzieć, że my tutejsze? Chociaż...
w świetle ostatnich wydarzeń, może lepiej, że nie wiedzieli...?
Patrzyłam na tych pięknych ludzi, o
mądrych, inteligentnych twarzach i było mi niewyobrażalnie głupio. Wstydziłam
się za rząd mojego kraju, który puścił w świat jakąś brednię, obudził uśpiony
antysemityzm, który już niebawem miał szansę zasnąć na wieki. Rząd, który
swoimi poczynaniami w związku z ustawą o IPN ośmieszył Polskę i sprawił, że każdy z nas, kto ma w sobie
choć trochę empatii czuje się podle. Tak, moi państwo, to przez was czułam się
dziś naprawdę fatalnie mimo że winy w tym mojej nie ma za grosz. Uśmiechałam się
nieśmiało do mijających mnie ludzi i to było jedyne, co mogłam zrobić w owej
chwili.
Ale nie była to jedna trudna dziś
chwila. Pierwsze fatalne wrażenie robi bowiem samo wejście na cmentarz, a
właściwie wizyta w kancelarii, gdzie należy zaopatrzyć się w bilet. Nie wiem,
kim jest pan obsługujący to miejsce, ale z pewnością nie kocha swojej pracy. Z
tego, co udało mi się sprawdzić, jest zatrudniony przez Gminę
Wyznaniową Żydowską w Łodzi. Nie wiem, czy jest jej członkiem, ale
szczerze? Nie sądzę. Odniosłam wrażenie, że nie ma pojęcia, czego pilnuje i najchętniej
uciekłby z tego miejsca gdzie pieprz rośnie. Kancelaria jest zaniedbana,
brudna, zabałaganiona a pan nie ma pojęcia o informacjach podanych na stronie
www cmentarza. Rozumiem, że na remont kancelarii na razie kasy nie ma, ale w szczotkę
z szufelką może by się dało zainwestować? I to już nie jest wina żadnych
władz. Ani centralnych, ani lokalnych. Tu powinna zadziałać Gmina, która może powinna od czasu do czasu robić jakąś kontrolę
tego miejsca, bo od lat nic się nie zmienia i pozostawia kiepskie wrażenie.
Kiedy dojdzie się już do końca, do
muru przy ulicy Zagajnikowej, czeka nas kolejna przykra konstatacja. Nie wiem
kto, nie wiem jak, nie wiem, jakim prawem – ale zrobił sobie z tej części cmentarza
wysypisko śmieci. Przepraszam tych
mieszkańców domów za murem, którzy nie są niczemu winni, ale butelki po
piwie i innych napojach wyglądają na przerzucone przez płot. Śliczny czerwony
czajniczek również.
Mam nadzieję, że mijani przez nas goście z Izraela
byli już zmęczeni i nie pokusili się na dojście do tego miejsca.
Fot. Dorota Ceran









Komentarze
Prześlij komentarz